poniedziałek, 19 października 2026

Wypad na wielikąt i stawy milickie

 Na początku października wybrałam się z Marzeną na łężczok i wielikąt.Wyjazd bardzo wcześnie tak by poranek dopiero się budził.Po dotarciu na łężczok trochę rozczarowanie bo ptaków mało jak na tą porę i w zasadzie sama krzyżówka,na drugim stawie trochę czapli białych i siwych.Na trzecim sporo żurawii i gdybyśmy wiedzieli,że tam jest takie noclegowisko to odrazu po przyjeżdzie byśmy się tam skierowali.Przeszliśmy kawałek a,że nic nie uczyniło by podnieść nam endorfinki to ruszyliśmy na wielikąt.

czaple o poranku

 I tu już było zdecydowanie lepiej sporo łabędzi niemych,czajek,trafiło się stadko brodzców śniadych fajnie żerujących na płytkiej wodzie.

szły stadkiem
Fajny i nie częsty widok i w miarę blisko co pozwoliło na jakieś fotki.


i
brodzce śniade

Poszliśmy dalej aleją do następnych stawów,przy końcu na odsłoniętym dnie stawu setki czajek tyle,że pod słońce.

czajki
Tam spotkaliśmy pana z słowacji poruszającego się o kulach powiedział,że są wąsatki a widok przelatujących tuż przed nim wywołały radość jak u dziecka,tak samo na widok zimorodka prubującego usiąść na trzcinie co mu nie bardzo wychodziło.I to się nazywa czerpanie radości nawet z tak drobnych sytuacji,jak powiedział u nich nie ma wąsatek ani na morawach wschodnich ani zachodnich choć trzcinowisk mają dużo.No nic poszliśmy w kolejną drogę i co chwilę odzywały się remizy i wąstatki.I wreszcie przyszedł moment,że oba gatunki fajnie się pokazywały co pozwoliło na zrobienie fajnych fotek.

remiz

Dalej pokazało się stadko wąsatek

dwaj panowie


i na koniec tej wyprawy łabędzie w słoneczku


 Oczywiście,że była to sobota to zajechaliśmy do castoramy a tam wyprzedaże roślin i po taniości udało się kupić sporo fajnych odmian jeżówek

W ostatnią niedzielę skoczyliśmy na stawy milickie też wczesny wyjazd by był czas na pochodzenie ale po chyba 4 latach nie odwiedzaniu tego kompleksu stawów jakoś niewiele się działo. pierwsze odwiedziliśmy rudę sułowską tam niecodzienny "wypadek" łabędzia mianowicie wystartował z stawu i chyba nie obliczył wysokości i wleciał w wierzchołki brzóz i runął w trzciny niczym kamień ale po chwili wypłynął z trzcin-ciekawe co poszło nie tak:)Przy jednym z stawów ciekawa zmutowana lepnica biała o pełnych kwiatach.

pełna odmiana lepnicy

Dalej stawy też spuszczone sporo czapli białych pojedyncze siwe-ciekawe czemu jest taka przewaga jakby siwe zanikały.Były też 4 łabędzie krzykliwe.

krzykliwy i czaple
A dalej już pusto.Wracamy do auta a wogóle to ścieżka co jakiś czas z końskimi bobkami,no to mówię do Roberta,że dobry nawóz no ale czym nabrać i do czego.Udało się znaleźć opakowanie po bułeczkach a za szufelkę miała posłużyć puszka ale nim Robert ją obciął ja wzięłam ręką i nazbierałam wszak było już suche a nie świerze a potem umyłam ręce w wodzie i tyle hihi.Ruszyliśmy na pobliską Grabówkę gdzie zawsze koncentrowały się tysiące gęsi a tym razem staw był zupełnie pust(woda była) ledwie 3 łabędzie.No to stop na chwile i mapa by zobaczyć gdzie jechać no to na staw stary.Pojechaliśmy tam.Woda mocno już spuszczona ptaki daleko tylko na chwilę podleciały czaple i brodzce śniade.

foty zaczęły wychodzić beznadziejnie

Po poł godzinie wróciliśmy do samochodu po drodze uwieczniając kocanki piaskowe

kocanki
Ruszyliśmy w drugi koniec na staw słoneczny tam też nie za wiele ptaków ale w miarę blisko.

gęgawy

gęgawa i kszyk

czapla biała

śmieszki

I karpie 

ławica karpi
Także milicz rozczarował-wiadomo inaczej jest jak spędza się tam kilka dni ale zawsze jezdziliśmy na jeden i było bogato a teraz lipa to takie moje odczucia.W każdym bądz razie i tak w obu wypadach wspólnie spędzony czas się liczy.Teraz już bardziej okoliczne wypady.do następnego
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz